Czy znacie to uczucie, gdy stoicie przed czymś tak potężnym i pięknym, że aż zapiera dech w piersiach?
Dla mnie takim momentem są podróże. Kiedy tylko mam okazję, ruszam w drogę, szukając miejsc, które uruchamiają wyobraźnię.
Góry – ich potężne formy, gra świateł i cieni, zbocza zalesione tak gęsto, że z daleka wyglądają jak miękki, gładki puszek, którego aż chce się dotknąć. Albo bezkresne pola i łąki, gdzie horyzont zdaje się nie mieć końca, falujące zboża i eksplozje kolorowych kwiatów. W takich momentach wyciągam aparat, łapię te chwile na zdjęciach, a w mojej głowie już kiełkuje plan:
Jak przenieść ten zachwyt na płótno..?

Lęk przed pięknem natury
Gdy wracam do pracowni i staję przed czystym, białym płótnem, pojawia się on. Lęk.
Nie jest to jednak lęk przed brakiem pomysłu, ale przed odpowiedzialnością. Czy uda mi się odwzorować to potężne piękno natury, które widziałam na własne oczy? Czy będę w stanie przekazać te emocje Wam – widzom? Moim największym marzeniem jest, aby ktoś, stojąc przed gotowym obrazem, zapatrzył się w niego i po prostu… chciał się tam przenieść.
Jestem wobec siebie bardzo wymagająca, krytyczna i szczegółowa. Każda linia, każdy cień i przejście tonalne muszą mieć swoje miejsce. Ten perfekcjonizm bywa obciążeniem. Zdarza się, że w trakcie pracy odkładam pędzel, siadam naprzeciwko sztalugi i myślę: „Co dalej? Jak to okiełznać? Jak przelać na płótno to, co tak wyraźnie siedzi w mojej głowie?”.
Jak kolejny rozdział dobrej książki…
A jednak, mimo tego lęku i momentów zawieszenia, miłość do tworzenia wygrywa. Często budzę się z taką ekscytacją, że nie mogę się doczekać, kiedy wejdę do pracowni, chwycę pędzel i usiądę przed płótnem. Jestem wtedy jak czytelnik, który z wypiekami na twarzy otwiera książkę – nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, tego, jak potoczy się dalsza historia i co wydarzy się na moich oczach.
Moje obrazy nie powstają w jeden wieczór. Praca nad nimi to wielomiesięczna opowieść, która trwa dwa, trzy, a czasem nawet cztery miesiące. To setki godzin spędzonych sam na sam z kolorem i formą.
Moment, w którym czas się zatrzymuje
Kiedy wiem, że obraz jest skończony? To ten jeden, wyjątkowy moment, kiedy patrzę na płótno i w głowie pojawia się cicha myśl: „Tak, to jest to”.
Wtedy lęk znika, a zastępuje go czysta duma. Duma z tego, że dokonałam czegoś pięknego, że przetrwałam chwile zwątpienia i – co najważniejsze – że moje wspomnienie właśnie do mnie wróciło, zaklęte w kadrze z farby i płótna.

Wspaniałe!!! Dopiero teraz dostrzegam to czego wcześniej nie widziałem.
Bardzo dziękuję 🙂
Piękne!
Dziękuję bardzo 🙂